Jednak nie samymi wyścigami awatar żyje, chciałoby się rzec. Na wyspie porozmieszczano liczne zadania poboczne, dzięki którym wzbogacamy się o dodatkową gotówkę. Misje pojawiają się w losowych częściach mapy i mają ograniczony okres ważności. Konwojowanie ekskluzywnego wozu, zapewnienie pasażerowi wrażeń przy dużej szybkości, transport na czas do wybranego miejsca, a także ostrożna jazda ze skacowaną panienką – do koloru, do wyboru. Zlecenia nie są specjalnie trudne, ale wymagają pewnej efektywności w wykorzystaniu pojazdów, dlatego radzę się za nie zabrać dopiero po dłuższym zapoznaniu się z grą. Fajną opcją jest możliwość robienia zdjęć na zamówienie lokalnego fotografa. Po wyjściu ze studia otrzymujemy album z rozmazanymi obrazkami, na których widnieją wymagania odnośnie zamówienia (lokacja, marka wozu oraz pora dnia). Nie jest to specjalnie opłacalne, natomiast doskonale sprawdza się jako typowa zabawa z sekretami. Jeżeli dalej Wam mało, to zapraszam do zakładów fryzjerskich lub kliniki plastycznej. Tam zmienicie wygląd awatara, za co też otrzymacie pewne gratyfikacje.
Test Drive Unlimited 2 osadza pierwszy etap rozgrywki na gorącej Ibizie. Hiszpańska wyspa została odwzorowana możliwie najdokładniej, aczkolwiek ze sporymi ograniczeniami wynikającymi po prostu z możliwości sprzętu. Oczyszczenie mapy z głównych zadań oznacza jedno – przelot na zmodernizowane Oahu. Hawajski raj odblokowuje się po osiągnięciu 10 poziomu reputacji. Tam rozpoczyna się właściwa część przygody, gdyż pierwsza wyspa zdecydowanie odstaje pod kątem tempa wyścigów. Tak czy inaczej Ibiza jest skrawkiem bardzo ładnego i różnorodnego krajobrazu, bo wbrew pozorom nie ścigamy się tu wyłącznie na tle plaż, parasoli i palm. Kilkanaście rajdów toczy się w centralnej części lądu, na drogach szutrowych. Dzięki tym drobnym zmianom wprowadzono dodatkową klasę pojazdów terenowych (kategoria B). Oprócz nich występują jeszcze samochody na asfalt (kategoria A) oraz klasyczne (kategoria C). Ponadto obok literek pojawiły się cyferki sugerujące moc pojazdu w danej klasie. Im niższy numerek, tym wóz jest teoretycznie lepszy, ale również i droższy. Pod względem liczby aut gra wypada bardzo dobrze, bowiem swoich towarów eksportowych użyczyły m.in. Mercedes, Ferrari, Nissan i Volkswagen. Oprócz nich pojawiają się marki egzotyczne, tj. Koenigsegg, Ginetta czy Caterham. Popularnych w pierwszej odsłonie motocykli nie znajdziemy.
Przy pierwszym uruchomieniu nie sposób nie zauważyć innowacji w świecie Test Drive’a, a mianowicie modułu tworzenia i prowadzenia awatara. Postacią można sterować w wyznaczonych do tego strefach (tj. w sklepach, salonach czy we własnych domach), a przede wszystkim komunikować się z innymi użytkownikami. Zamysł był całkiem dobry, jednakże wykonanie już kuleje – daje się we znaki toporna animacja (wydaje się, jakby bohater sunął po powierzchni, zamiast po niej chodzić) oraz mocno ograniczone możliwości wykonywania gestów. Złudzenie cielesności jest raczej zbędnym dodatkiem i grze na dobre wyszłoby ograniczenie się do pokojów z czatem. Na niekorzyść tej opcji wpływa również fakt, że jednostki prezentują się kiepsko pod względem wizualnym. Nie bacząc na uwagi ze strony testerów, twórcy poszli w zaparte i otrzymaliśmy niechlujnie wykonanych wirtualnych osobników, których można ubrać się w setki odmian spodni, koszul, rękawiczek i kapeluszy.
Wspomniałem o ciuchach nie bez przyczyny. To jedna z metod wspinania się po szczeblach sławy. Kupowanie nowych strojów nagradzane jest punktami doświadczenia, a te z kolei przekładają się na wyższą reputację gracza. Poziomów jest 60, ale zdobycie renomy nie przychodzi tu tak szybko jak w konkurencyjnych tytułach. W grze znajdują się 4 kategorie, w których zdobywamy cenne punkty: Zbieranie (wspomniane kupowanie odzieży, samochodów oraz domów), Eksploracja (odkrywanie terenu), Rywalizacja (wygrywanie zawodów) oraz Interakcja (spotkania ze znajomymi, zakładanie klubów, wyścigi w sieci etc.). Z tego względu żywotność TDU 2 oceniam nader wysoko, gdyż wyższe rangi (na początku jesteśmy Nikim) zarezerwowane są dla osób, które naprawdę przesiedzą przed monitorem mnóstwo czasu.
Eksperyment Drive Unlimited 2 istnieje przypuszczalnie jedną z najambitniejszych prób stworzenia samochodowego MMO w poprzednich latach. Zawartością rozrywki wolno śmiało zaciemnień 2-3 fakultatywne mocarne sytuacje z gatunku wyścigów. Świadczy to o kolosalnym powiększeniu planu względem dawnej części. Temat modnej sekwencji jest mi specyficznie krewny, skoro „jedynkę” z podtytułem Unlimited koncesjonuje za wyborny przykład udanego połączenia subtelnej konnicy z chodliwa prezencja, stworzona na potrzeby estetów. Chociaż z drugą częścią mam styczność od kilku miesięcy, co istnieje tworem wyjątkowo przemyślanej strategii opartej na sporych sprawdzianach. Po długim okresie obcowania z wersjami kontrolnymi i prasowymi, oraz aktualnie jako posiadacz sklepowego egzemplarza zdołam ogłosić, ze Pomiar Drive Unlimited 2 wypełni nienikczemnego zamieszania natomiast rozkładu wśród graczy. Jedni będą go wielbić, a pozostali nienawidzić. Dlaczego? Raj Games trywialnie pobudowało na niewłaściwego skoczka. Luźno zarysowany klimat lapidarnych spodenek natomiast podkoszulków na Oahu urósł do miana „gry w grze” na słonecznej Ibizie. Owe będzie z pewnością jeden z tych składników, który zarzuci nieco bardziej zaprawionych w bojach miłośników TDU. Po części oszacuję francuskie studio – impuls stworzenia wyścigów samochodowych, opierających się na sformowanej społeczności sieciowej, zmuszał dokooptowania alternatywy całkowicie niezwiązanych z postępowaniem pojazdów. Można owe było aczkolwiek sprawić z większym wyczuciem (natomiast przede wszystkim sklecić na różnorodność!), jakkolwiek Raj z gracja słonia przywaliło każdym, co jest głośne, intensywne, ciepłe i do bólu dyskotekowe.